sudo – here and there

Podróż smokiem

Posted in genialne pomysły, opowiadania by Łukasz Dziądziak on Styczeń 13, 2009

Ziąb niesłychany, czas udać się na nauczanie technik czarnoksiężniczych do miasta odległego, zwanego Breslau. Miasto oddalone o 5 klepsydr marszu szybkiego. Pora ciemna i zimna. Moja istota wojownicza, podobno bardzo pradawna ze względu na kolor łuski lub od przebywania na słońcu, co jest mało prawdopodobne śpi przed warownią snem głebokim w stan letargu wprowadzony, oszczędza zapasy sadła. Nie jest to potwora ulubiona nora, wolałby pewnie jaskinie pod warownią, niestety zajęte już są przez inne magiczne stwory, bardziej podatne na zimno. Czas zbudzić bestię, grzebieniastą, z licznymi kolcami i guzami. Charakterystyczna woń roztacza się w okolicy, jakiś gaz. Śpi niewzruszony. Tylko rogi zdradzają położenie agresywnego, nieprzewidywalnego gada. Tuż obok smok złoty, dzisiaj nie wstanie, zapadł w sen zbyt głeboki. Czas przygotować magiczną miksturę która do życia zbudzi jaszczura. Mikstura złożona z wyciągu elfiego i chochlikowego, ulubiona strawa stwora. Połączona z triazotanem glicerolu, śliną drapieżnych ślimaków. Wszysko razem w kociołku, pichci się na Caluciferowym ogniu.

Calcifer - Calucifer

Calcifer - Calucifer

Demon delikatnie głaszcze gar magiczny. Dbając o proces izobaryczny. Żywiąc się tym, co mu w ręce wpadnie. Tworząc tę mieszankę nad wybuchową, ostrożność niesłychaną zachować należy. Najmniejszy błąd może kosztować zwęgleniem rzęs. Już niedługo, juz pachnie zgniłym jajkiem. Mikstura gotowa, syczy, pieni się, świeci, iskry z niej skaczą. Tuż obok powstaje płyn magiczny dla mnie, ledwie pobudzający w porównaniu z tym co dostanie smok. Czas ocucić leniwą bestie, sny przerwać, serce zbudzić. Oddech ma powolny, ledwo dyszy, serce zimne. Opary mikstury powoli zbliżaja się do nozdży, ogniste iskry skaczą, ich śmierć kończy się delikatnym syczeniem na białej szacie spowijającej okolice. Zielonołuski zerwał się, otrząsnął z siebie uwięzioną wodę w krysztale. Mikstura zadziałała, może zbyt gwałtownie, lepiej niż oxygenium w połączeniu z hydrogenium. Temperatura ciała wzrasta, powoli, zatrzymuje się na ledwo wyczuwalnym poziomie, poniżej temperatury płynięcia natrium. Resztki uwięzionej wody gwałtownie sublimują. Czas dosiąść bestii szkaradnej, humorzastej, ospałej. Gogle, strój magiczny utrzymujący stałą temperaturę pomimo żaru bestii i ziąbu otoczenia. Krótki rozbieg, wzbija się ociężale. Lodowacieją mi dłonie. Mikstura magiczna wcześniej zażyta utrzymuje mnie przy życiu. Smok mało wybredny pożywia się czym popadnie, postój na kilka drzewek nieopodal wzgórza radwanice. Ni elfa ni chochlika na ząb. W locie widać inne śpiące bestie które bez magicznych mikstur nie wstaną lub zamarzły lecąc zbyt wysoko, te ląduja gdzie popadnie. Opadając utrudniają lot innym. Pędzidło zwalnia, do lądowania rozkłada szponiaste nogi. Jam udaję się uczyć tajemnych zaklęć i tworzenia tajemnych mikstur. Sługa Morgotha zostaje w pobliskim lesie, posłuszny zawija się w kłebek jak kot. Po całym dniu zostanie znów zbudzony…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: