Setka z hakiem (11-12.05.2007)
Aby się nie nudzić, wybraliśmy się na kolejną imprezę. 100 z hakiem tak zwana. Bardziej na samo przejście, niż na orientacje. Na mapie narysowana trasa przez organizatora + dokładny opis trasy.
Tuż po zajęciach porwałem Annę z Wrocławia. Szybki obiad bez ziemniaków, bo jeszcze nie były gotowe. Pakowanie się przebieranie, robienie pysznych kanapekz serkiem o różnych. Czekamy na mojego brata.
Wyjechaliśmy do Opola, po drodze zabieramy Gofra. Przybywamy na miejsce, spotykamy Natalię i Wujka. Idziemy się zgłosić do bazy, tutaj znajomi z Oławy harcerze. Którzy również uczestniczyli w biwaku. Podpisujemy coś o poruszaniu się po drogach i nie śmieceniu. Wracamy do samochodu, przepakowywujemy się, głównym obciążeniem plecaków powinna być woda, takie jest założenie. Niektóre plecki ważą za dużo ale właściciele uważają, że nie mają juz co z nich wyciągać.
Jesteśmy prawie ostatnią grupą która startuje, nie możemy sie doczekać. Leże sobie na parkingu, na kostce. 18:42 ruszamy. Przez miasto prowadzą nas Natalia i Leszek. Do pkt 1 prosta droga wystarczy iść wałem. Przechodzimy przez ciekawe urządzenia melioracyjne, prawdopodobnie jest to śluza na polder zalewowy, obniżony zabetonowany wał. Ambitnie chcieliśmy ściąć jeden z łuków wału ale chyba nic na tym nie zyskaliśmy. Docieramy do pkt pierwszego, już siedzą tam niektóre grupy odpoczywając. My podbijamy karty i ruszamy dalej.
Przez Boguszyce na Źlinice po twardym asfalcie i chodnikach. Przed taśmociągiem dołącza do nas jakiś uczestnik, pierwszy raz startuje w takiej imprezie, używa kijków, których nie umie używać. Wielokrotnie zachodzi nam drogę, lub udeża nas przypadkowo kijkami.Wchodzimy między pola, mijamy dwie kapliczki, w lewo i znowu do asfaltowej drogi. Widzimy pierwsze grupy które prawdopodobnie zabłądziły na trasie, za szybko skręcili w lewo. Skręcamy w lewo i teraz prosto przez las jedną przecinka kilka km. Dochodzimy do autostrady, musimy cofnąć się 30 m do skrzyżowania. Znajdujemy punkt, tankowanie wody. Zjadam jakąś resztkę czekolady. Jest strasznie gorąco chociaż jest to już noc. Idziemy dalej do pkt 3.
Znowu prosta droga po utwardzonych przecinkach przez kilka km. Teraz my się trochę mylimy jedynie 2 przecinki do powrócenia na trasę. Wkońcu człowiek z kijkami stwierdza, że dalej pojdzie sam. Spotykamy jakieś grupy które idą z nami. Kilka zakrętów i jesteśmy na pkt 3, już 32 km zaliczone. Na pkt dowiadujemy się, że człowiek z kijkami dzwonił do organizatorów i nie wie gdzie jest…
Wyruszamy dalej niby 11 km do pokonania, prawie prostej drogi. Organizator coś źle zmierzył bo na pewno nie było tam 11 km. Pomiar za pomocą gps pokazuje zupełnie co innego. Anna ma już dość. Bardzo by już chciała skończyć, lecz musimy dojść do pkt. Docieramy, ja zostaję z Anna. Pokonaliśmy 48 km. Reszta grupy, mój brat, Natalia, Bartek i trochę wlokący się za nimi Leszek.
Dzwonię do “Wujka” nie bardzo wiedział o co mi chodzi z początku. Było trochę po 4. Umówiłem się z nim w najbliższej wsi. Powiedział że będzie za 1,5 h. Powolutku ja i Anna dochodzimy do wsi, zajmujemy bardzo wygodne miejsce na wyjątkowo zimnej ławce. Po około 1,5 h jest Wujek z ciepłym wnętrzem samochodu, zawozi nas do bazy. Do samochodu. Śpimy, pijemy i jemy. Mój jedyny odcisk powstał w miejscu nie zagojonego jeszcze odcisku z poprzedniej imprezy.
Reszta grupy walczy. Na 80 km spadł na nich deszcz, zupełnie przemoczeni przeszli jeszcze kilka km. Zadzwonili by przyjechać po nich. Prawie idealne wskazanie drogi przez Natalię i jesteśmy na miejscu. Wtaczają sie powoli do ciepłego samochodu. Ale kogoś mi brakuje, Leszka który resztę trasy 8km, postanowił przebiec (ale z niego świr). Jedziemy do mety, Leszek zdążył 12 minut przed zamknięciem mety. Odbieramy dyplomy, koszulki. Trochę grochówki, herbaty, kawy. Przyjeżdża Wujek, Natalia przetacza się do jego samochodu.
Wracamy do domu odwożę gofrów, brata i Annę.
Harpagan 33 (20-21.04.2007)
Zacznę od zaległych, jest to uzupełnienie relacji brata z harpagana, który odbył się w Trąbkach Wielkich (20-21.04.2007)
Wchodzac na 8 pkt, czyli koniec pierwszej petli, wiedzialem juz ze wyjde dalej. Pomimo lekkiego bolu nog. Dzieki temu ze posiedzialem troche w 8, nogi mi wystygly i aby moc wystartowac dalej musialem wspomoc sie ibupromem (bol szybko odszedl w nieznane). Pomoglo mozna bylo isc dalej, Bartek i Dawid rownież wykazywali chec zdobywania kolejnych km. Po napelnieniu camelbaga, wzieciu kolejnej porcjii niedobrych batonow…
Wychodzimy pytamy nieznajomego o droge, uwaza nas za nienormalnych gdy pytamy ktoredy do ełganowa ale poprawnie wskazal nam droge. Dochodzimy do ełganowa nasz wspanialy plan czyli pkt 9 jest coraz blizszy realizacji, glownym elementem tego planu jest PGR elganowo. Niestety nie udalo nam sie trafic na droge do PGR. Za to mamy mozliwosc podziwiania wielkiej dziury w ziemi, zwanej zwirownia. Dopiero za Goleniowo Wielkie udalo nam sie obejsc ta dziure. Mamy jak zwykle dosyc, no moze troche bardziej, bo wiemy ze zbladzilismy i do 9 jest jescze daleko.
Nie daleko po skreceniu w najblizszy las, by znalesc jakis slupek, dogania nas 057. Ktory prowadzi nas do slupka pk pk 67 68, wszyscy zwatpilismy w znalezienie pkt 9, nie nadkladajac sporej ilosci km. Nawet w naszych glowach zaswitala mysl, dojscia do PGR Gołębiewo Średnie. By nastepnie trafic napewno na droge bezposrednio zmierzajaca do pk9. Na drodze tuz za nami pojawia sie nr 186, wesoly pelen energi. Powiedzial ze wie gdzie idzie. Wiec ruszamy za nim. Znowu zaczynaja mnie nozki bolec. Pk 9 zostaje zdobyty 7 km (teoretycznie miedzy 8pk a 9pk) z tego co pamietam w ponad 2 godziny. Wyruszamy za naszymi przewodnikami 57 i 186, zmierzajac ku pk10.
Bartkowi 2 razy wypada pusta butelka z rak, tak mocno wieje wiatr. Zasugerowalem mu aby nasypal do niej piachu. Nie skorzystal z mojej rady. Zmierzamy na poludnie poprzez pola rabarbaru, zaorane pola, by znowu wejsc do lasu.
Przemierzamy nieznane, tym razem idziemy przez pole rzepaku 2 km sciezka po wyschnietej glinie. Ku Kamirowo byle do torow, ktorych jak sie okazalo nie bylo. Dochodzimy do pk10. Dwie mile dziewczyny zapisaly nas na swoich kartach. Jedna z nich uzywa zywego psa zamiast poduszki. Od jakiegos czasu czuje ze robi mi sie pecherz na prawej stopbie, zbytnio sie tym nie przejmuje. Wyruszamy dalej nadal za 186 i 057. Pytaja sie nas gdzie te zabawne rozmowy o ktorych mowilismy na pk, odpowiadamy ze szepczemy do siebie zeby nie slyszel…
Wyruszamy na poludnie, podczas drogi dochodzimy do wniosku ze to ostatni pkt do krotego idziemy chyba ze na nim spotkamy Wujka wtedy bedziemy szli dalej gdziekolwiek on zajdzie. Na pkt 11 po dlugiej lesniej sciezce, dostajemy na pkt 11 ciepla kielbaske na 3 osoby :] jeden z organizatorow nas podwozi do asfaltu gdzie czemay na transport do bazy.
Moze wystapic kilka niezgodnosci, mam nadzieje ze Dawid poprawi… :]
Mapa
(cos jest nie tak narysowanenad pk10, ale nie pamietam jak powinno byc)”
To by było na tyle. 67 km zaliczone.