sudo – here and there

Biwak harcerzy ( 4-6.05.2007)

Opublikowany w harcerze przez puss w dniu maj 10, 2007

Coś czego nie mogłem opuścić, biwak harcerzy w siedlcach ( 4-6.05.2007).

“Pierwsze zabawy z harcerzami zaczęły sie w piątek 4 maja, wieczorem. Byliśmy tam od około 18, gra zaczęła sie o 21. Musiałem być w grupie antyterrorystów ponieważ Anna, nie bardzo widziała to abyśmy sie rozdzielali, w ciemnym lesie. A zasady gry w grupie terrorystów nie zawsze pozwalają chodzić parami. Terrorystami którzy maja zakładnika były osoby które znają teren lepiej od antyterrorystów, czyli mój brat, masło, Dawid i chyba najo.

Można było się poruszać w maksymalnie 2 osobowych grupach, minimalny odstęp 20 metrów. Wiec antyterroryści podzielili sie na grypy atakujące z rożnych stron. Ja wybrałem wariant przemierzenia dodatkowo 4 km by nie zostać wykrytym przez patrol terrorystów, który mógł znajdować sie na najbliższym mostku.

Bazy terrorystów i antyterrorystów były umieszczone po przeciwnych stronach bagna, więc liczba dróg którymi mogliśmy sie dostać do bazy wroga była ograniczona.
Przemierzaliśmy kilometry w stronę Ratowic do znacznie oddalonego mostku, za nami podążała para bliźniaków. Zaproponowałem lekki truchcik, nie mieli nic przeciwko. Po jakimś czasie jeden z nich wola abyśmy sie zatrzymali, bo on juz nie może. Anna mogłaby biec dalej:]

Kanał melioracyjny przekroczony, jesteśmy po drugiej stronie bagna. Idziemy wzdłuż lasu, słyszymy stado dzików. Jest ich tak dużo ze nie boja sie naszego klaskania. Po prostu zagłuszają klaskanie. Idziemy dalej. Na wale proponuje sie rozdzielenie, bliźniacy mieli strach w oczach, ale poszli sobie w swoja stronę. Wałem prawie najkrótszą drogą, do bazy terrorystów.

Ja z Anna podążam dalej pośród pól, brak drzew. podchodzimy do pola przez które zamierzamy przebyć by znaleźć się blisko zakładnika, zupełnie od drugiej strony niż może się tego spodziewać wróg. Zastanawiając sie jak przeskoczyć mały rowek, tuż przy polu przebiega nim dzik. Chwila strachu. Nie możemy klaszczeć, ponieważ jesteśmy na tyle blisko bazy wroga że mógłby nas usłyszeć. Wchodzimy na zaorane pole do okola widać duże cienie (dziki) nie są zbytnio zainteresowane nami. Przynajmniej fajnie sie idzie z myślą, że są tak blisko. Przechodzimy przez wał, bezszelestnie sie zsuwamy z niego, niczym węże po zieloniutkiej trawie, prawie naprzeciw zakładnika, który jest oznaczony migającym światełkiem i znajduje sie w lesie. Jakieś 50 m w głąb lasu, wraz ze złapanymi antyterrorystkami.

Ukrywamy sie pod krzakami, jakiś patrol (masło) przechodzi z latarka walem. Na szczęście nas nie dostrzega. Zastanawiamy sie co dalej. Probujemy z jednej strony krzaka, z drugiej…. Niejeden krzak mylimy z dzikiem na łące ;) W końcu usłyszał nas któryś ze strażników, podejmujemy decyzje, wbiegamy do lasu i szukamy zakładnika. Przy zakładniku będziemy bezpieczni. Bez oświetlenia po przebiegnięciu przez kilka krzaków, dołów, złamanych drzew, trafiamy do zakładnika.

Zasady gry ulegają zmianie, zwołujemy wszystkich antyterrorystów. By przetransportować bezpiecznie zakładnika do naszej bazy. Wybieramy okrężną drogę, teoretycznie taka która ma sprzyjać ochronie zakładnika.

Pierwszy terrorysta zostaje złapany, udawał antyterrorystę, wmówił tylnej straży ze był siku ;) (Dawid)
Następna grupa terrorystów zostaje obezwładniona po tym jak, wystartowali z pobocza drogi krzycząc “ogień”, nie wiedzieli, że zakładnik już ich minął i był bezpieczny.

Koniec gry wygrali antyterroryści.

Opis drugiej nocy powinien sie ujawić niedługo.

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.

  1. bubu said, on maj 11, 2007 at 12:12 pm

    o prosz, tak się bawią duzi chłopcy ;)
    ciekawie…


Dodaj komentarz