Podróż smokiem
Ziąb niesłychany, czas udać się na nauczanie technik czarnoksiężniczych do miasta odległego, zwanego Breslau. Miasto oddalone o 5 klepsydr marszu szybkiego. Pora ciemna i zimna. Moja istota wojownicza, podobno bardzo pradawna ze względu na kolor łuski lub od przebywania na słońcu, co jest mało prawdopodobne śpi przed warownią snem głebokim w stan letargu wprowadzony, oszczędza zapasy sadła. Nie jest to potwora ulubiona nora, wolałby pewnie jaskinie pod warownią, niestety zajęte już są przez inne magiczne stwory, bardziej podatne na zimno. Czas zbudzić bestię, grzebieniastą, z licznymi kolcami i guzami. Charakterystyczna woń roztacza się w okolicy, jakiś gaz. Śpi niewzruszony. Tylko rogi zdradzają położenie agresywnego, nieprzewidywalnego gada. Tuż obok smok złoty, dzisiaj nie wstanie, zapadł w sen zbyt głeboki. Czas przygotować magiczną miksturę która do życia zbudzi jaszczura. Mikstura złożona z wyciągu elfiego i chochlikowego, ulubiona strawa stwora. Połączona z triazotanem glicerolu, śliną drapieżnych ślimaków. Wszysko razem w kociołku, pichci się na Caluciferowym ogniu.

Calcifer - Calucifer
Demon delikatnie głaszcze gar magiczny. Dbając o proces izobaryczny. Żywiąc się tym, co mu w ręce wpadnie. Tworząc tę mieszankę nad wybuchową, ostrożność niesłychaną zachować należy. Najmniejszy błąd może kosztować zwęgleniem rzęs. Już niedługo, juz pachnie zgniłym jajkiem. Mikstura gotowa, syczy, pieni się, świeci, iskry z niej skaczą. Tuż obok powstaje płyn magiczny dla mnie, ledwie pobudzający w porównaniu z tym co dostanie smok. Czas ocucić leniwą bestie, sny przerwać, serce zbudzić. Oddech ma powolny, ledwo dyszy, serce zimne. Opary mikstury powoli zbliżaja się do nozdży, ogniste iskry skaczą, ich śmierć kończy się delikatnym syczeniem na białej szacie spowijającej okolice. Zielonołuski zerwał się, otrząsnął z siebie uwięzioną wodę w krysztale. Mikstura zadziałała, może zbyt gwałtownie, lepiej niż oxygenium w połączeniu z hydrogenium. Temperatura ciała wzrasta, powoli, zatrzymuje się na ledwo wyczuwalnym poziomie, poniżej temperatury płynięcia natrium. Resztki uwięzionej wody gwałtownie sublimują. Czas dosiąść bestii szkaradnej, humorzastej, ospałej. Gogle, strój magiczny utrzymujący stałą temperaturę pomimo żaru bestii i ziąbu otoczenia. Krótki rozbieg, wzbija się ociężale. Lodowacieją mi dłonie. Mikstura magiczna wcześniej zażyta utrzymuje mnie przy życiu. Smok mało wybredny pożywia się czym popadnie, postój na kilka drzewek nieopodal wzgórza radwanice. Ni elfa ni chochlika na ząb. W locie widać inne śpiące bestie które bez magicznych mikstur nie wstaną lub zamarzły lecąc zbyt wysoko, te ląduja gdzie popadnie. Opadając utrudniają lot innym. Pędzidło zwalnia, do lądowania rozkłada szponiaste nogi. Jam udaję się uczyć tajemnych zaklęć i tworzenia tajemnych mikstur. Sługa Morgotha zostaje w pobliskim lesie, posłuszny zawija się w kłebek jak kot. Po całym dniu zostanie znów zbudzony…
Dla nie wtajemniczonych:
- zielonym smokiem jest mój samochód
- złotym smokiem jest renault kangoo
- magiczna mikstura starter do silników
- szkoła magii pwr
-itd
Odniesienia:
- wikipedia
- Latający zamek Hauru
- Tolkien
- bestiariusz
- itp
Idea
Nowy pomysł, mam nadzieje o nim zapomnieć, szybko.
Źle na mnie wpływa alkohol, nastepnego dnia mam irracjonalne myśli. Uczucie samotności, liniowości życia, nudy, nie daje mi spokoju. Połączenie tego z czytaniem szkodliwych książek generuje nowy pomysł. A może by tak wykorzystać szanse, póki moge. Póki nie mam pracy ani rodziny. Użyć urlopu dziekańskiego. Skończyć letni semestr. Przebyć ~1/3,086*10^12pc. Wspominać nieskończoną ilość razy.
To co obejrzałem
She and Her Cat – Kanojo to Kanojo no Neko (całe)
Voices of a Distant Star – Hoshi no Koe (całe)
5 Centimeters per Second: A Chain of Short – Byousoku 5 cm (całe)
Bleach (200^^)
Bleach: Memories of Nobody (całe)
Bleach: The Sealed Sword Frenzy (całe)
Samurai 7 (seria, 26)
Hellsing (seria, 13)
Death Note (seria, 37)
Appleseed (całe)
Ghost In The Shell (całe)
Ghost in the Shell 2: Innocence (całe)
Vexille – Vexille – 2077 Japan National Isolation (całe)
Berserk – Kenfu Denki Berserk (seria, 25)
Chrno Crusade (seria, 24)
Green Green (seria, 12, ++)
Final Fantasy: The Spirits Within (całe)
Final Fantasy VII: Advent Children (całe)
Onegai Teacher (seria, 12)
Love Hina (~13)
Inuyasha – Sengoku O-Togi Zoushi InuYasha (~110)
Kaze no Stigma – Stigma of the Wind (seria, 24)
Seto no hanayome (seria, 26)
Ognistooka Shana – Shakugan no Shana (~8)
Shigurui (seria, 12)
Naruto (seria, 220)
Naruto Shippuden (seria, 90^^)
Hanaukyo Maid Tai – Maids in Hanaukyo (seria, 15)
Natsume’s Book of Friends – Natsume Yūjin-chō (seria, ~5^^)
Księżniczka Mononoke – Mononoke Hime (cale)
Jin-roh – Wolf Brigade (polowa)
Pale Cocoon (cale)
W krainie bogów – Sen to Chihiro no Kamikakushi (cale)
Daikatsugeki! Yukihime Ninpocho Dattebayo!! – Naruto: It’s the Snow Princess’ Ninja Art Book! (cale)
Naruto Shippūden – Naruto Hurricane Chronicles (cale)
Fullmetal Alchemist: Conqueror of Shambala – Hagane no Renkin Jutsushi: Shanbara wo Yuku Mono (cale)
My Neighbour Totoro – Tonari no Totoro (cale)
Ninja Scroll – Wind Ninja Chronicles (cale)
Toki wo Kakeru Shoujo – Girl Who Leapt Through Time (cale)
Bleach The Movie 2: The Diamond Dust Rebellion (cale)
Hauru no Ugoku Shiro – Howl’s Moving Castle (cale)
Gin-iro no Kami no Agito – Origin ~Spirits of the Past~ (cale)
Elfen Lied (seria, 13)
Clannad (seria, 23)
Laputa: Castle in the Sky (cale)
Dead Space (cale)
.hack//Roots (~10)
Pełne tytuły i długości serii pobrałem z tanuki.pl. Jeżeli chce ktoś wiecej wiedzieć na temat tego co oglądam, opisy znajdziecie na tejże stronie ^^.
Jak zrobić łóżko?
Proste.
Znaleźć odpowiedni materiał. Materiał może udawać, że się do tego nie nadaje. On się tylko dobrze maskuje.

Za pomocą narzędzia do odrywania desek.

Uzyskać ulubioną broń kibica. Potencjalnie niebezpieczną.
Należy ją rozbroić za pomocą narzędzia do wyciągania gwoździ oraz metalowej blaszki, by nie powstały skazy na naszym pięknym drewnie.

Będziemy jeszcze potrzebować kilu narzędzi i materiałów. Miedzy innymi wkrętarki, aby wkręcać wkręty. (połączenie wiertarki i końcówki).


Wrryym (moje ulubione). Wyjątkowo głośne.

Grzyba. Lekko zużyty. Wprawiony w ruch obrotowy usuwa każdą nierówność.

Skręty małe i duże. Na zdjęciu duży. Analogicznie wygląda mały, tylko jest mniejszy.

Generator ruchu posuwisto-zwrotnego brzeszczotu.

Najdroższy składnik(80zl). Lakierobejca. Ładnie pachnie :D

Przebieg prac. Nie róbcie tego we własnym pokoju. Zagrożenie życia wywołane silnym zapyleniem powietrza fragmentami drewna.







Duże zdjęcia
Materiał na łoże, klik
Nie wszystkie narzędzia i składniki zostały wymienione, ale były mało istotne.
W jaki sposób można trafić na tego bloga ?
Otóż ludzie są bardzo pomysłowi i wpisują bardzo dziwne rzeczy w przegladarce, nastepnie klikają w wyszukane strony i w ten sposób ta informacja zostaje zapisana. Haslo z jakiego ktoś wszedł na tą strone jest wyświetlane w statystykach. Wymienie kilka takich haseł:
-saga herbata
-jak zrobić dobra herbatę
-kubek z łyżeczką
-szybki obiad i niedrogi
-biwaki harcerskie
-ratowice blox
-saga herbata z kubkiem
-saga z kubkiem
-x5crni10
-co robi sudo
-sudo samochÓd
-antyterroryści w mój pierwszy raz
-harcerz terrorysta
-dziewczyny złapane na gorąco w lesie
-przebieranie się w krzakach
-siku za krzakiem
Jak zrobić dobrą herbatę?
Ludzkość już od dawna szuka dobrej, odpowiedzi na to pytanie. Ja się postaram przybliżyć wam moją teorię. Dzięki której będziecie mogli mnie uraczyć, herbata prawie tak dobrą jak robie sobie w domu. Nie jest to proste ale może sie uda.
1. Należy dobrać odpowiedni kubek, wykonany z porcelitu(ten sam materiał z którego robi się sedesy). Kubek powinien mieć odpowedni kształt i odpowednie wymiary. Kubek ten powinien mieć jak największą pojemność, przy jak najmniejszej powierzchni całkowitej, by ograniczyć straty ciepła. Powinień mieć wklęsłe dno, by po postawieniu go na powierchni, powstała warstwa izolacji z powietrza zamknietego miedzy kubkiem a powierzchnią. Pojemność ~ 330ml. Cp ~ 0,7 kJ/KgK. Masa ~ 150g.

2. Wybrać odpowiednią lyżeczkę. Napewno nie aluminiową. Powinna być wykonana ze stali nierdzewnej austenitycznej, najlepiej X5CrNi10 (Rm=540, Re=195, HRB=88). Te parametry stali pozwalaja uzyskać odpowiednią sztywność łyżeczki, przy znikomo małej grubośći ~1mm. Dzięki sporej masie łyżeczi, wykonując ruch obrotowy, powstaje spora siła bezwładności którą jestesmy w stanie w prosty sposób kontrolować. Pojemność ~ 6 mililitrów. Cp ~ 0,46 kJ/KgK. Masa ~ 30g.
3. Kubek ustawić na płaskiej powierzchni, wrzucić woreczek z herbatą(saga lub lipton). Łyżeczką odmierzyć, 21 mililitrów cukru(kat.1 lub kat.2 według normy PN-A-74850 1996) i umieścić go wraz z łyżeczka w kubku.
4. W procesie izobarycznym doprowadzić wodę do temperatury ~ 375 K. Odczekać chwilę 3*9.192.631.770 okresów promieniowania odpowiadającego przejściu między dwoma poziomami F = 3 i F = 4 struktury nadsubtelnej stanu podstawowego 2S1/2 atomu cezu 133Cs.
5. Tak przygotowaną wodę, niezwłocznie, należy umieścić w kubku. Ciągłym strumieniem kierowanym na worek. Tak by stały strumień wody, obmywał dokładnie każde ziarenko herbaty. Aż do napełnienia kubka w ~ 80%.
6. Dolewamy odrobinę soku żurawinowego ~ 12 mililitrów. Mieszamy łyżeczką aż do całkowietego rozpuszczenia się cukru. Wyciskamy powietrze z woreczka za pomocą łyżeczki.
7. Gotowe, należy wypić póki temperatura nie spadnie poniżej 295K.
Setka z hakiem (11-12.05.2007)
Aby się nie nudzić, wybraliśmy się na kolejną imprezę. 100 z hakiem tak zwana. Bardziej na samo przejście, niż na orientacje. Na mapie narysowana trasa przez organizatora + dokładny opis trasy.
Tuż po zajęciach porwałem Annę z Wrocławia. Szybki obiad bez ziemniaków, bo jeszcze nie były gotowe. Pakowanie się przebieranie, robienie pysznych kanapekz serkiem o różnych. Czekamy na mojego brata.
Wyjechaliśmy do Opola, po drodze zabieramy Gofra. Przybywamy na miejsce, spotykamy Natalię i Wujka. Idziemy się zgłosić do bazy, tutaj znajomi z Oławy harcerze. Którzy również uczestniczyli w biwaku. Podpisujemy coś o poruszaniu się po drogach i nie śmieceniu. Wracamy do samochodu, przepakowywujemy się, głównym obciążeniem plecaków powinna być woda, takie jest założenie. Niektóre plecki ważą za dużo ale właściciele uważają, że nie mają juz co z nich wyciągać.
Jesteśmy prawie ostatnią grupą która startuje, nie możemy sie doczekać. Leże sobie na parkingu, na kostce. 18:42 ruszamy. Przez miasto prowadzą nas Natalia i Leszek. Do pkt 1 prosta droga wystarczy iść wałem. Przechodzimy przez ciekawe urządzenia melioracyjne, prawdopodobnie jest to śluza na polder zalewowy, obniżony zabetonowany wał. Ambitnie chcieliśmy ściąć jeden z łuków wału ale chyba nic na tym nie zyskaliśmy. Docieramy do pkt pierwszego, już siedzą tam niektóre grupy odpoczywając. My podbijamy karty i ruszamy dalej.
Przez Boguszyce na Źlinice po twardym asfalcie i chodnikach. Przed taśmociągiem dołącza do nas jakiś uczestnik, pierwszy raz startuje w takiej imprezie, używa kijków, których nie umie używać. Wielokrotnie zachodzi nam drogę, lub udeża nas przypadkowo kijkami.Wchodzimy między pola, mijamy dwie kapliczki, w lewo i znowu do asfaltowej drogi. Widzimy pierwsze grupy które prawdopodobnie zabłądziły na trasie, za szybko skręcili w lewo. Skręcamy w lewo i teraz prosto przez las jedną przecinka kilka km. Dochodzimy do autostrady, musimy cofnąć się 30 m do skrzyżowania. Znajdujemy punkt, tankowanie wody. Zjadam jakąś resztkę czekolady. Jest strasznie gorąco chociaż jest to już noc. Idziemy dalej do pkt 3.
Znowu prosta droga po utwardzonych przecinkach przez kilka km. Teraz my się trochę mylimy jedynie 2 przecinki do powrócenia na trasę. Wkońcu człowiek z kijkami stwierdza, że dalej pojdzie sam. Spotykamy jakieś grupy które idą z nami. Kilka zakrętów i jesteśmy na pkt 3, już 32 km zaliczone. Na pkt dowiadujemy się, że człowiek z kijkami dzwonił do organizatorów i nie wie gdzie jest…
Wyruszamy dalej niby 11 km do pokonania, prawie prostej drogi. Organizator coś źle zmierzył bo na pewno nie było tam 11 km. Pomiar za pomocą gps pokazuje zupełnie co innego. Anna ma już dość. Bardzo by już chciała skończyć, lecz musimy dojść do pkt. Docieramy, ja zostaję z Anna. Pokonaliśmy 48 km. Reszta grupy, mój brat, Natalia, Bartek i trochę wlokący się za nimi Leszek.
Dzwonię do “Wujka” nie bardzo wiedział o co mi chodzi z początku. Było trochę po 4. Umówiłem się z nim w najbliższej wsi. Powiedział że będzie za 1,5 h. Powolutku ja i Anna dochodzimy do wsi, zajmujemy bardzo wygodne miejsce na wyjątkowo zimnej ławce. Po około 1,5 h jest Wujek z ciepłym wnętrzem samochodu, zawozi nas do bazy. Do samochodu. Śpimy, pijemy i jemy. Mój jedyny odcisk powstał w miejscu nie zagojonego jeszcze odcisku z poprzedniej imprezy.
Reszta grupy walczy. Na 80 km spadł na nich deszcz, zupełnie przemoczeni przeszli jeszcze kilka km. Zadzwonili by przyjechać po nich. Prawie idealne wskazanie drogi przez Natalię i jesteśmy na miejscu. Wtaczają sie powoli do ciepłego samochodu. Ale kogoś mi brakuje, Leszka który resztę trasy 8km, postanowił przebiec (ale z niego świr). Jedziemy do mety, Leszek zdążył 12 minut przed zamknięciem mety. Odbieramy dyplomy, koszulki. Trochę grochówki, herbaty, kawy. Przyjeżdża Wujek, Natalia przetacza się do jego samochodu.
Wracamy do domu odwożę gofrów, brata i Annę.
Biwak harcerzy ( 4-6.05.2007) c.d.
Drugi dzień zmagań, zaczął się wieczorem od “manso”.
Około 21, grupa 0 czyli ja, brat, masło i Dawid. Wyruszyliśmy by rozstawić pkt, zapalić świetliki rozmieścić zadania. Zajęło nam to około 1,5h. Po powrocie podzieliliśmy uczestników na dwie grupy A i B.
Grupę A masło jako pierwszy zaprowadzał na miejsce rozpoczęcia gry, po drodze stracili jednego z grupy, dopiero po chwili się zorientowali, że brakuje im Leszka.
Grupę B prowadziłem ja, poszliśmy nad odrę. Żeby nie być daleko w tyle za grupą A, narzuciłem normalne tempo. Niektórym to się bardzo nie podobało, w szczególności Krzysiowi ciągnącemu się 200m za nami.
Tuż przy lesie, w którym mieliśmy kontynuować marsz, nie drogą, zaczekałem na ciągnący się z tyłu peleton. Oni weszli do lasu a ja pod pretekstem udania się siku, uruchomiłem jeden z pkt.
W lesie po przedarciu się przez kilka krzaków doganiamy grupę A przechodzącą na drugą stronę kanału, czekamy. Można iść dalej, ja przebiegam przez belkę na drugą stronę, niektórzy bardziej rozważnie pokonują przeszkodę np. na kolanach.
Na belce znajdują się dwie osoby, jedna na czworaka i ktoś z czołówką prawie na samym początku belki. Członek grupy 0 wbiega na belkę i porywa tego z czołówką.
Kontynuujemy nasz marsz do miejsca rozpoczęcia gry. W końcu dochodzimy, tuż obok jest wyspa. Ale z powodu wysokiego stanu poziomu wód gruntowych nie wchodzimy na wyspę.
Zostają wydane instrukcje dla grup A i B oraz, próbują zapamiętać numery, które później mają im się przydać. Dostają specjalne opaski, którymi maja oznaczyć inżynierów.
Grupa 0 siedzi sobie na poboczu i czeka aż pozostałe grupy wyruszą do punktów. Grupy oddaliły się na tyle, byśmy mogli się zastanowić jak im po przeszkadzać. Biegniemy do punktu grupy A by tam zrobić na nich zasadzkę, pokonujemy kilka złamanych drzew zarośli, wzdłuż kanału. Przy punkcie ukrywamy się. Ja z Dawidem po stronie drogi którą przyjdą, brat i masło po drugiej stronie kanału, gdzie znajduje się instrukcja dla grypy A. Leżymy sobie w bezruchu. Przybywa grupa A, zauważają świetlik po drugiej stronie kanału. Wysyłają jednego aby przeszedł tam po drzewie. Po drugiej stronie zostaje obezwładniony. W tym czasie My obezwładniamy drugiego. Bitwa zakończona, straceni ludzie odnotowani. Zapomnieliśmy sprawdzić czy złapane osoby były inżynierami.
Oddalamy się w mrok, las. Teraz idziemy na pkt grupy B. Zajmujemy pozycje, w pewnym momencie prawdopodobnie zasnąłem leżąc sobie schowany za drzewem. Obudziłem się z dziwnym wrażeniem że ktoś chodzi obok mnie, grupy B nadal niema. Brat sprawdza mapę i zauważa że pomylił współrzędne. Dzwoni podaje nowe, grupie A i B. Przychodzi grupa B atakujemy podobnie, z obu stron. Nie wiem jak było dokładnie. Ja z Dawidem złapaliśmy jedna z dziewczyn i ją położyliśmy na łopatki, druga cześć naszej grupy też obezwładniła kogoś. Prawdopodobnie grupie B udało się obezwładnić jednego z grupy 0 zanim, została obezwładniona druga osoba.
Udajemy się na pkt grupy A, czekamy. Całkowicie zbłądzili, są tak zaspani że nie rozumieją wskazówek podawanych przez telefon. Przeszukują jakieś pole rzepaku… To już ich koniec, druga grupa jest prawie dwa razy dalej.
Przenosimy się znowu by zaatakować grupę A. Po drodze mijamy borsuka. Nawet się specjalnie nie chowamy. Kładziemy się na bokach wału. Widzimy nadbiegające światełko. Przepuszczamy je i atakujemy osoby za nim, dwoje obezwładnionych (koniec walki). Grupie tej udaje sie podłożyć bomby. Co czyni ich wygranymi tej zabawy. Do bazy docieramy około 4:30.
Biwak harcerzy ( 4-6.05.2007)
Coś czego nie mogłem opuścić, biwak harcerzy w siedlcach ( 4-6.05.2007).
“Pierwsze zabawy z harcerzami zaczęły sie w piątek 4 maja, wieczorem. Byliśmy tam od około 18, gra zaczęła sie o 21. Musiałem być w grupie antyterrorystów ponieważ Anna, nie bardzo widziała to abyśmy sie rozdzielali, w ciemnym lesie. A zasady gry w grupie terrorystów nie zawsze pozwalają chodzić parami. Terrorystami którzy maja zakładnika były osoby które znają teren lepiej od antyterrorystów, czyli mój brat, masło, Dawid i chyba najo.
Można było się poruszać w maksymalnie 2 osobowych grupach, minimalny odstęp 20 metrów. Wiec antyterroryści podzielili sie na grypy atakujące z rożnych stron. Ja wybrałem wariant przemierzenia dodatkowo 4 km by nie zostać wykrytym przez patrol terrorystów, który mógł znajdować sie na najbliższym mostku.
Bazy terrorystów i antyterrorystów były umieszczone po przeciwnych stronach bagna, więc liczba dróg którymi mogliśmy sie dostać do bazy wroga była ograniczona.
Przemierzaliśmy kilometry w stronę Ratowic do znacznie oddalonego mostku, za nami podążała para bliźniaków. Zaproponowałem lekki truchcik, nie mieli nic przeciwko. Po jakimś czasie jeden z nich wola abyśmy sie zatrzymali, bo on juz nie może. Anna mogłaby biec dalej:]
Kanał melioracyjny przekroczony, jesteśmy po drugiej stronie bagna. Idziemy wzdłuż lasu, słyszymy stado dzików. Jest ich tak dużo ze nie boja sie naszego klaskania. Po prostu zagłuszają klaskanie. Idziemy dalej. Na wale proponuje sie rozdzielenie, bliźniacy mieli strach w oczach, ale poszli sobie w swoja stronę. Wałem prawie najkrótszą drogą, do bazy terrorystów.
Ja z Anna podążam dalej pośród pól, brak drzew. podchodzimy do pola przez które zamierzamy przebyć by znaleźć się blisko zakładnika, zupełnie od drugiej strony niż może się tego spodziewać wróg. Zastanawiając sie jak przeskoczyć mały rowek, tuż przy polu przebiega nim dzik. Chwila strachu. Nie możemy klaszczeć, ponieważ jesteśmy na tyle blisko bazy wroga że mógłby nas usłyszeć. Wchodzimy na zaorane pole do okola widać duże cienie (dziki) nie są zbytnio zainteresowane nami. Przynajmniej fajnie sie idzie z myślą, że są tak blisko. Przechodzimy przez wał, bezszelestnie sie zsuwamy z niego, niczym węże po zieloniutkiej trawie, prawie naprzeciw zakładnika, który jest oznaczony migającym światełkiem i znajduje sie w lesie. Jakieś 50 m w głąb lasu, wraz ze złapanymi antyterrorystkami.
Ukrywamy sie pod krzakami, jakiś patrol (masło) przechodzi z latarka walem. Na szczęście nas nie dostrzega. Zastanawiamy sie co dalej. Probujemy z jednej strony krzaka, z drugiej…. Niejeden krzak mylimy z dzikiem na łące ;) W końcu usłyszał nas któryś ze strażników, podejmujemy decyzje, wbiegamy do lasu i szukamy zakładnika. Przy zakładniku będziemy bezpieczni. Bez oświetlenia po przebiegnięciu przez kilka krzaków, dołów, złamanych drzew, trafiamy do zakładnika.
Zasady gry ulegają zmianie, zwołujemy wszystkich antyterrorystów. By przetransportować bezpiecznie zakładnika do naszej bazy. Wybieramy okrężną drogę, teoretycznie taka która ma sprzyjać ochronie zakładnika.
Pierwszy terrorysta zostaje złapany, udawał antyterrorystę, wmówił tylnej straży ze był siku ;) (Dawid)
Następna grupa terrorystów zostaje obezwładniona po tym jak, wystartowali z pobocza drogi krzycząc “ogień”, nie wiedzieli, że zakładnik już ich minął i był bezpieczny.
Koniec gry wygrali antyterroryści.
Opis drugiej nocy powinien sie ujawić niedługo.
Harpagan 33 (20-21.04.2007)
Zacznę od zaległych, jest to uzupełnienie relacji brata z harpagana, który odbył się w Trąbkach Wielkich (20-21.04.2007)
Wchodzac na 8 pkt, czyli koniec pierwszej petli, wiedzialem juz ze wyjde dalej. Pomimo lekkiego bolu nog. Dzieki temu ze posiedzialem troche w 8, nogi mi wystygly i aby moc wystartowac dalej musialem wspomoc sie ibupromem (bol szybko odszedl w nieznane). Pomoglo mozna bylo isc dalej, Bartek i Dawid rownież wykazywali chec zdobywania kolejnych km. Po napelnieniu camelbaga, wzieciu kolejnej porcjii niedobrych batonow…
Wychodzimy pytamy nieznajomego o droge, uwaza nas za nienormalnych gdy pytamy ktoredy do ełganowa ale poprawnie wskazal nam droge. Dochodzimy do ełganowa nasz wspanialy plan czyli pkt 9 jest coraz blizszy realizacji, glownym elementem tego planu jest PGR elganowo. Niestety nie udalo nam sie trafic na droge do PGR. Za to mamy mozliwosc podziwiania wielkiej dziury w ziemi, zwanej zwirownia. Dopiero za Goleniowo Wielkie udalo nam sie obejsc ta dziure. Mamy jak zwykle dosyc, no moze troche bardziej, bo wiemy ze zbladzilismy i do 9 jest jescze daleko.
Nie daleko po skreceniu w najblizszy las, by znalesc jakis slupek, dogania nas 057. Ktory prowadzi nas do slupka pk pk 67 68, wszyscy zwatpilismy w znalezienie pkt 9, nie nadkladajac sporej ilosci km. Nawet w naszych glowach zaswitala mysl, dojscia do PGR Gołębiewo Średnie. By nastepnie trafic napewno na droge bezposrednio zmierzajaca do pk9. Na drodze tuz za nami pojawia sie nr 186, wesoly pelen energi. Powiedzial ze wie gdzie idzie. Wiec ruszamy za nim. Znowu zaczynaja mnie nozki bolec. Pk 9 zostaje zdobyty 7 km (teoretycznie miedzy 8pk a 9pk) z tego co pamietam w ponad 2 godziny. Wyruszamy za naszymi przewodnikami 57 i 186, zmierzajac ku pk10.
Bartkowi 2 razy wypada pusta butelka z rak, tak mocno wieje wiatr. Zasugerowalem mu aby nasypal do niej piachu. Nie skorzystal z mojej rady. Zmierzamy na poludnie poprzez pola rabarbaru, zaorane pola, by znowu wejsc do lasu.
Przemierzamy nieznane, tym razem idziemy przez pole rzepaku 2 km sciezka po wyschnietej glinie. Ku Kamirowo byle do torow, ktorych jak sie okazalo nie bylo. Dochodzimy do pk10. Dwie mile dziewczyny zapisaly nas na swoich kartach. Jedna z nich uzywa zywego psa zamiast poduszki. Od jakiegos czasu czuje ze robi mi sie pecherz na prawej stopbie, zbytnio sie tym nie przejmuje. Wyruszamy dalej nadal za 186 i 057. Pytaja sie nas gdzie te zabawne rozmowy o ktorych mowilismy na pk, odpowiadamy ze szepczemy do siebie zeby nie slyszel…
Wyruszamy na poludnie, podczas drogi dochodzimy do wniosku ze to ostatni pkt do krotego idziemy chyba ze na nim spotkamy Wujka wtedy bedziemy szli dalej gdziekolwiek on zajdzie. Na pkt 11 po dlugiej lesniej sciezce, dostajemy na pkt 11 ciepla kielbaske na 3 osoby :] jeden z organizatorow nas podwozi do asfaltu gdzie czemay na transport do bazy.
Moze wystapic kilka niezgodnosci, mam nadzieje ze Dawid poprawi… :]
Mapa
(cos jest nie tak narysowanenad pk10, ale nie pamietam jak powinno byc)”
To by było na tyle. 67 km zaliczone.